Morał tej bajki jest krótki, lecz nie wszystkim znany – uratujemy życie, gdy papier w drukarce mamy.
Brzmi nieco dziwnie, ale tutaj jak najbardziej pasuje. Bowiem właśnie z papieru stworzeni byli bohaterowie tej opowieści. Co ciekawe, jeden z nich cierpiał na mało papierową chorobę – umierał na raka płuc. Schorzenie było ludzkie, natomiast leczenie już nie, gdyż sprowadzało się do wydrukowania części zamiennych. Wyjaśnia się zatem zagadka, co ma papier do ratowania życia. Tutaj miał sporo, gorzej, że go zabrakło…
Niektóre rzeczy można zrozumieć, inne nie. I o ile jasne jest tworzenie wzruszającej animacji o miłości i poświęceniu dla bliskiej osoby, o tyle dużo trudniej pojąć kompletny brak logiki w kwestii, wydawałoby się, kluczowej. Bo jakby na to nie patrzeć, coś się nie zgadza – ojciec ma raka płuc i bez nowej, różowiutkiej pary zbyt długo nie pożyje. Gdy jednak syn oddaje mu swój organ, włos mu z głowy nie spada (synowi znaczy się). Jeśli nawet nie oddał mu swoich, tylko wykorzystał swe ciałko do stworzenia całkiem nowych płuc, to i tak z wielką dziurą w plecach daleko by nie zaszedł. Innymi słowy, poświęcenie nie jest prawdziwy poświęceniem bez epickiego zgonu na końcu. Ale, ale…, żeby nie było, że w tej animacji nie ma nic dobrego. Wręcz przeciwnie! Dobry koncept, świetny dźwięk, niezły obraz. Całość przyjemnie się ogląda, a jeśli lubi się szczęśliwe zakończenia, to i końcówka nie będzie za mocno przeszkadzać.
Animacja: Out of breath
Reżyseria: Michael “Gimmick” Mac
Produkcja: Supinfocom
Rok: 2015
Czas: 02:12
[review]



