Od 22 do 27 września Katowice zaskakiwały nas współczesną, młodą i debiutancką twórczością. Pisząc nas, mam na myśli wszystkich tych, którzy zjechali do Katowic z bliska bądź daleka, by obcować z niezależnością w różnych wymiarach: od filmów pełnometrażowych do gier wideo. Gdzieś pomiędzy skryły się animacje, na których na te kilka dni skupiłam całą swoją uwagę. A wszystko to w ramach 5. edycji festiwalu Ars Independent.
To właśnie na tym festiwalu, trzy lata temu pokochałam krótkometrażowe animacje. I tak, jak pozostaje wierna temu uczuciu, tak samo wiernie od trzech lat staje się częścią publiczności Ars Independent.
Konkurs Czarnego Konia Animacji
W najważniejszym dla mnie konkursie animacji prezentowano 28 krótkich metraży. Przy okazji pokazu dodatkowego – zestawu 11 filmów z setu “Dać mu szansę” – mogłam przyczynić się do wyboru tego jednego, który stanął później w szranki z propozycjami konkursowymi. Udało się to animacji „Do lasu” Aleny Rebezovej. Mój głos otrzymał jednak Pierre-Julien Fieuxł za film ”Marius”, który jako jedyny w tym zestawieniu, nie tylko zainteresował formą, a umiejętnie połączył ją z treścią; ukazał znany już temat pijaństwa z świeżej perspektywy, idąc w stronę minimalizmu białej kreski na czarnym tle. Niestety “Do lasu” zapadł mi w pamięć tylko dzięki wyjątkowej i po raz pierwszy przeze mnie widzianej na Arsie realizacji – tekturowego świata ograniczonego czarną linią, nakreśloną flamastrem. I okazało się to niestety domeną prawie całego setu “Dać mu szansę” – dominacja formy nad treścią.
Ostatecznie w konkursie Czarnego Konia Animacji wzięły udział (podzielone na III sety):
Set I
„Tylko ja tak mam?” / „Is It Just Me?”, reż. Jamie Kendall
„Dom”, reż. Agnieszka Borowa
„Zęby” / „Teeth”, reż. Daniel Gray
„Choban” / „Čoban”, reż. Matija Pisačić
„Biały las” / „Biely les”, reż. Marta Prokopová
„Gorączka Ozonowa” / „Ozone Fever”, reż. August Florén
„Dziecko morza” / „Sea Child”, reż. Min-ha Kim
„Bieg do tyłu” / „Marche Arrière”, reż. Ayce Kartal
Przed rozpoczęciem setu zaprezentowano widzom animację „Kto by pomyślał?” jurorki konkursu, Ewy Borysewicz. Dla wszystkich tych, którzy znają „Do serca Twego” (być może z poprzedniej edycji Arsa), zapoznanie się z wcześniejszym projektem Ewy mogło być świetną okazją do porównania, jak przeze te kilka lat rozwinął się jej oryginalny styl.

Moim ogromnym faworytem tego zestawienia były “Zęby” Daniela Gray’a. Miałam okazję widzieć ten film na jednym z wcześniejszych festiwali i fakt, że za drugim razem podobał mi się jeszcze bardziej, jest świetnym potwierdzeniem każdej pozytywnej recenzji. Groteskowe podkreślenie zwierzęcej natury każdego człowieka i przedstawienie prawdopodobnej choroby psychicznej w zupełnie niepozorny na początku sposób, zasługuje na wyróżnienie w kategorii “zaskoczenia widza”.
To na ten film reagowano śmiechem, później obrzydzeniem, aż ostatecznie widzowie zostali pozostawieni z przerażeniem. Niestety dość licznie odwiedzony set oraz oglądany wcześniej w dużo mniejszym gronie (z pewnością z powodu pory dnia) “Dać mu szansę!”, mimo wszystko przyćmiły na jeden dzień moje oczekiwania wobec sekcji animacji. Miałam nadzieję, że to dopiero rozgrzewka. Czułam, że to jeszcze nie to, na co naprawdę czekaliśmy.
Set II
„Muszla” / „Carapace”, reż. Flora Molinie
„Downtown”, reż. Tran Nguyen Tuan Anh
„Dzień prania” / „Dirty Laundry Day”, reż. Jamil Lahham
„TPJ”, reż. Grace Mi
„Sadza” / „Fuligem”, David Doutel, Vasco Sá
„Mali ludzie w kapeluszach” / „Small People with Hats”, reż. Sarina Nihei
„Jak zmniejszenie populacji chrzęszczyka złocistego wpływa na życie miłosne pani Krystyny”, reż. Marta Magnuska
„Jeune et fou”, reż. Fabian Dores Pais
„Piąte piętro” / „Quinto andar”, reż. Marco Nick
„Z ostatniej chwili” / „Male man ast”, reż. Maryam Kashkuli Nia
„Ulubione kawałki!” / „All Your Favorite Shows!”, reż. Danny Madden
Mimo, że minął już ponad tydzień, jestem w stanie opowiedzieć o prawie każdej animacji tego setu, bo każda z nich zaprezentowała wysoki poziom twórców. Przewrotność “Downtown”, groteskowość “Małych ludzi w kapeluszach” czy “Ulubionych kawałków!” to wszystko, czego szukam w animacjach i chyba nie tylko ja, bo w prawie pełnej sali panowała atmosfera ekscytacji.

Wszystko dzięki nie tylko dobremu zestawieniu, a także urozmaiceniu w postaci głosowania publiczności. Każdy z nas otrzymał kartę do głosowania – wystarczyło przy odpowiedniej nocie przy danym filmie przedrzeć tę kartę. Jednak przy tak wyrównanym poziomie, każda chwila przerwy między kolejnymi filmami wypełniała się szeptami i szelestami papieru. Sama co chwilę dopytywałam siedzącej obok koleżanki o jej oceny, chcąc sprawdzić czy nie przesadziłam w jedną ani drugą stronę.
Set III
„Napraw co trzeba i DZIAŁAJ.” / „Mend and Make DO”, reż. Bexie Bush
„Lis z Shichigorosawy” / „Sicigorousawa un Cironnop”, reż. Tune Sugihara
„Nieprawdopodobnie elastyczny człowiek”, reż. Karolina Specht
„W twoich oczach” / „Dans ton regard”, reż. Julien Arnal
„Naturalne przyciąganie” / „Natural Attraction”, reż. Marc Zimmermann
„Dokument”, reż. Marcin Podolec
„Däwit”, reż. David Jansen
„Astronauta K.” / „Astronaut-K”, reż. Daniel Harisberger
„Zimbo”, reż. Juan J. Medina, Rita Basulto
„Do lasu” / „Dolesu”, reż. Alena Rebezova (to tej propozycji widzowie dali szansę)
“Napraw co trzeba i DZIAŁAJ.” to jedna z najbardziej spójnie stworzonych kombinowanych animacji, łączących lalkę z rysunkiem i innymi technikami, które widziałam w życiu. Z tej listy warto zapamiętać także “W twoich oczach”, “Dokument” oraz “Däwit” (mogę już zdradzić, że w dalszej części wspomnę jeszcze raz o dwóch z nich).
Wybór 28 filmów konkursowych musiał być nie lada wyzwaniem – w tym roku na katowicki festiwal zgłoszono ponad 1000 animacji z całego świata, czyli przeszło ich trzykrotnie więcej, niż podczas ubiegłorocznej edycji. Prace zgłaszać mogli tylko reżyserzy dla których była to produkcja szkolna, debiut lub drugi film. Przed rozpoczęciem festiwalu Natalia Kaniak, jego kuratorska, tak zapowiedziała konkurs animacji – Tegoroczny konkurs będzie spójniejszy stylistycznie niż w latach ubiegłych. Wybrane filmy z jednej strony przedkładają formę nad fabułą, a z drugiej niejednokrotnie są mocniej zaangażowane politycznie niż dotychczas. – Dawno nie czytałam tak trafnego podsumowania sekcji festiwalowej, pod którym mogłabym się sama podpisać.
Jury
Kto podjął najtrudniejszą i zarazem najważniejszą decyzję, nagrodzenia najlepszego? Trzyosobowe jury pod przewodnictwem Anny Idy Orosz, związanej z Budapesztem, która obecnie przygotowuje doktorat w Instytucie Teorii Sztuki i Mediów na ELTE, pracuje także jako specjalistka ds. animacji w Węgierskim Archiwum Filmowym. „Polską stronę” w wyborze reprezentowali Paweł Dębski oraz Ewa Borysewicz. Oboje związani wcześniej z Arsem – Paweł Dębski jest laureatem Czarnego Konia Animacji za film “Drwal” podczas drugiej edycji festiwalu, a animacja Ewy Borysewicz “Do serca Twego” brała udział w konkursie zeszłorocznej edycji.
Każdy z nich miał okazję do indywidualnego przedstawienia się i/lub kontaktu z publicznością przy okazji pokazów związanych bezpośrednio z ich twórczością czy środowiskiem. I tak każdy z nich udowodnił, że czasem zamiast opowiadać i rozwodzić się o twórczości, lepiej ją po prostu zaprezentować.
Nagrody
Jury w wyżej wymienionym składzie postanowiło przyznać tytuł i statuetkę Czarnego Konia Animacji Marcinowi Podolcowi za animację „Dokument”.
Za osobistą, lecz jednocześnie uniwersalna historię i świetne połączenie różnych gatunków filmowych. Jurorzy pragną, aby każdy od dziś nadawał imiona również swoim domowym roślinkom.

Ponadto Jury przyznało wyróżnienia: dla Sarinie Nihei za animację “Mali ludzie w kapeluszach” – Za absurdalny humor, polityczne aluzje oraz za to, że animacja wzbudza poczucie przynależności do grupy wariatów, niezależnie od tego jak mocno aparat kontroli działa na społeczeństwo. Za niezłe namieszanie nam w głowach – oraz Julienowi Arnalowi za animację “W twoich oczach” – Za najbardziej poetycki i tradycyjny w swojej formule film, który w całości wypełnia kinowy ekran, przykuwając uwagę widza.
Cieszy mnie to, że wyróżnione zostały naprawdę te najlepsze animacje, te które nie tylko ja, ale także współfestiwalowicze uznaliśmy za najciekawsze, w których kategoria debiutu faktycznie wiąże się ze świeżym powiewem wyobraźni.
Przyznano także Podkowę Publiczności dla animacji, która dostała nie najwięcej, a najlepsze głosy. Widzowie docenili “Ulubione kawałki!” Danny’ego Maddena.
Wszystkie nagrody przyznano w czasie gali zamknięcia w katowickim Kinoteatrze Rialto, który pękał w szwach. Mimo stuprocentowej frekwencji jury konkursu Czarnego Konia Animacji (święcącego przykładem w porównaniu do jury konkursu głównego), z powodów zawodowych nie mógł pojawić się laureat, Marcin Podolec. W jego imieniu nagrodę odebrała narzeczona, która zapewniła, że jeszcze nie raz nazywać będą, czy to w życiu, czy w animacjach, rośliny ludzkimi imionami (jak bohater „Dokumentu”).
Co poza konkursem?
Dla tych, dla których nagrody nie mają znaczenia a może nawet nie byli w ogóle przekonani do animacji (może po festiwalu: już są?) mógł przemówić pokaz Animacji non-fiction. To wyjątkowa sprawa, aby w dobie możliwości rejestracji zdarzeń kamerami cyfrowymi, twórcy decydowali się na przedstawianie rzeczywistości za pomocą rysunków czy innych technik, zarezerwowanych, paradoksalnie, głównie dla fikcji. Dzięki temu jednak wskazują, że animacje nie tylko oddają obrazy wyobraźni, skryte gdzieś tam daleko od stąpania twardo od ziemi, ale mogą także sprawiać, by konkrety trafiały do widza nie tylko słowem/słuchem, ale także obrazem/wzrokiem prezentując otaczający nas świat, nie bajkę.
Na polskie i międzynarodowe animacje mogliśmy spojrzeć także z innych, niż konkursowa perspektyw. W nowej siedzibie katowickiego ASP odbyło się dość kameralne spotkanie Katowice vs Budapest, które – mimo nazwy – nie było okazją do rywalizacji. W ramach współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Katowicach i węgierskim Uniwersytetem Sztuki i Projektowania im. Lászla Moholya‑Nagya zaplanowano pokaz, podczas którego zostały wyświetlone animacje studentów obu uczelni. Choć pewnie niektórzy obawiali się, że będzie to okazja dla niezbyt pochlebnego porównania dla strony polskiej, ostatecznie wszyscy zrezygnowali z wartościowania na rzecz dostrzeżenia różnorodności w myśleniu o animacji.
Zdjęcia: Michał Jędrzejowski / Ars Independent



