Gdy silikon zacznie puchnąć, a metal się topić, gdy zakonnica zagnie swój habit, to miej się na baczności, bo… koniec świata jest blisko!
Zapowiadał się kolejny nudny dzień na plaży. Drineczek, kąpiel w morzu, opalanko i kolejna runda – drineczek, kąpiel w morzu… itd. Co mogłoby zakłócić tę wakacyjną sielankę? Wydawałoby się, że nic. Był ratownik, były kremy z filtrem, więc człowiek mógł czuć się względnie bezpiecznie. Ale tylko do czasu, bo nawet najwytrawniejszy plażowicz nie wytrzyma, gdy temperatura niebezpiecznie zbliży się do tej panującej na Marsie.

Co można powiedzieć? Graficzne szaleństwo. Nie z powodu wysokiego poziomu animacji, ale z uwagi na kreację postaci, które przypominały parówki na sterydach. I wiecie co? To było dobre! Zabawne, karykaturalne, ośmieszające stereotypy. Jak mięśniak, to oczywiście bez karku (a nawet prawie bez twarzy!), jak blondynka, to z potężną „szkatułą”. Ale nie tylko bohaterowie prowokowali do śmiechu. Fabuła pod tym względem też była niczego sobie. Chociaż… chyba niemądrze się przyznawać, że dobrze się bawiło na czymś z gatunku „katastroficzne”.
Animacja: Sun of a beach
Reżyseria: Alexandre Rey, Arnaud Crillon, Valentin Gasarian, Jinfeng Lin
Produkcja: Supinfocom Arles
Rok: 2013
Czas: 05:52

[review]

