Oczekiwania: ogromne. Obawy nie mniejsze. Po “Władcy Pierścieni”, “Hobbit” z jednej strony miał ułatwione, a z drugiej utrudnione zadanie. Ułatwione komercyjnie; to pewnik, że po sukcesie trylogii i ten film się sprzeda. Utrudnione autorsko; po “Władcy Pierścieni” poprzeczka efektownego kina fantasy została zawieszona wysoko. “Hobbit” choć jest fajnym filmem – poprzeczki tej nie przeskoczył.
Słabe punkty: są dłużyzny, są też (znane już z “Władcy Pierścieni”) plastikowe, pompatyczne monologi. Zalet jest jednak więcej: piękne zdjęcia, magiczna pieśń krasnoludów, Gollum, niezła gra aktorska, świetne sceny batalistyczne. Fabuła klei się bez problemu, dzięki czemu całość ogląda się bez wysilania szarych komórek (w tym przypadku: tak być powinno). Generalnie: jest efektownie i przyjemnie. I tyle.
Efekty specjalnie w “Hobbicie” to osobna bajka. Naprawdę trudno odróżnić, które postacie są animowane, a które charakteryzowane. Mimika Golluma to mistrzostwo świata – przekonuje do siebie w 30 sekund. Wiele o efektach “Hobbita” mówi o dokument zrealizowany przez The Daily:
Podsumowując: Hobbit to niezły film. Może nawet więcej niż niezły. Ale niestety: nie bardzo dobry. W porównaniu do trylogii “Władcy Pierścieni” Petera Jacksona jest bardzo, bardzo odtwórczy; to wszystko (poza zmodyfikowanym repertuarem stworów i potworów) po prostu już było.
Animacja: Hobbit: Niezwykła podróż
Reżyseria: Peter Jackson
Czas: 02:49:00
Rok: 2012
Zwiastun:



Hobbita można nazwać… hmmm… czwartą wodą po “Władcy Pierścieni”. Ocenić go jako przeciętny to i tak za wysoko.
Przesada; coś tam pozytywnego w Hobbicie jednak da się znaleźć. Choć faktycznie przy Władcy wypada bardzo słabo.