Piękna animacja o nierównej walce z własnymi demonami.
Jest stary. Widać to od razu. Coś go dręczy. To też widać od razu. Widać też, że jest szeryfem, widać jak ściąga kapelusz, zbierając się niby do modlitwy. Ale nie o modlitwę, a o wspomnienia tutach chodzi. Dramatyczne wspomnienia z czasów młodzieńczych.
Fantastyczna realizacja; nie tylko ze względu na bardzo wysoki poziom precyzji renderu i animowania. Jest tu wszystko to, co sprawia, że od strony technicznej wychodzi małe cudeńko: przemyślane, momentami piękne kadry, różne perspektywy patrzenia na bohaterów, piękne krajobrazy i montaż, który przeplata sceny z bardzo dużą dynamiką i dramaturgią, ze scenami cichymi i nostalgicznymi. Jest też świetnie dobrana muzyka (skomponowana przez Gustavo Santaolallę – zdobywcę Oscara za ścieżkę do filmu “Babel”) i scenariusz potwierdzający, że dziwnym zbiegiem okoliczności, animacje bez dialogów, często są rewelacyjne fabularnie. Animacja obowiązkowa.
EDYCJA: w międzyczasie autorzy ograniczyli udostępnianie filmu; pozostaje tylko mieć nadzieję, że wróci on do otwartej dystrybucji na ich profilu: Borrowed Time.
Kilka słów od autorów:
Animacja: Borrowed Time
Reżyseria: Andrew Coats i Lou Hamou-Lhadj
Produkcja: Amanda Deering Jones
Czas: 0:06:45
Rok: 2015



